á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
Derry w stanie Maine nie jest tu tylko scenerią, (...) lecz żywym organizmem karmiącym się nienawiścią i przemilczanym złem dorosłych. Tytułowe „To” działa jak soczewka; skupia lęki i społeczne choroby, przybierając kształt klauna czy głosu w rurach. Największą siłą Kinga jest Klub Frajerów; grupa młodych bohaterów tak autentycznych i kruchych, że ich walka z potworem staje się wręcz namacalna. Autor po mistrzowsku splata dwie linie czasowe, pokazując, jak dziecięcy strach fermentuje w dorosłe życie.
Niestety, King wpada we własną pułapkę narracyjnej zachłanności. Powieść jest absurdalnie przeładowana; momentami autor uprawia czysty freewriting, rzucając na papier każdy chybiony pomysł, jak mordercza rzeźba Paula Bunyana czy gigantyczny ptak. Czytelnik ma wrażenie, że żaden redaktor nie odważył się zasugerować cięć w tym monumentalnym tekście. Kulminacją braku hamulców jest niesławna scena w kanałach – całkowicie zbędna, niesmaczna i burząca emocjonalną wiarygodność bohaterki.
Największy zawód przynosi jednak finał. Przejście z poziomu genialnej metafory zła na grunt mityczno-kosmicznej metafizyki z wielkim żółwiem, który stworzył wszechświat z powodu niestrawności, to narracyjne samobójstwo. Zamiast przejmującej walki o odzyskanie dzieciństwa, otrzymujemy gmatwaninę teorii o macroverse, która odbiera bohaterom sprawczość.
Mimo tych pęknięć „To” pozostaje książką ważną. Nie jako perfekcyjny horror, lecz jako brutalna opowieść o cenie, jaką płacimy za dorastanie. To lektura bolesna, długa i nierówna – dokładnie taka, jakiej należy się spodziewać po Kingu w jego najbardziej ambicjonalnym, choć nieokiełznanym wydaniu. Jeśli jednak szukacie spójności, nowa ekranizacja naprawia większość tych błędów, wycinając absurdalne jaskółki i żółwie na rzecz czystego, ludzkiego strachu uzupełniając elementy, które nie trafiły do telewizyjnej wersji „To“ z lat 90‘, a jakby tego było mało to serial „Welcome to Derry“ pięknie rozbudowuje uniwersum i czerpie pełnymi garściami z historycznych wzmianek o miasteczku.